06/09/2026
Rok temu....
Kiedy patrzę na te zdjęcia, trochę trudno mi uwierzyć, że to jest dokładnie to samo miejsce. Jeszcze zeszłej wiosny działał tutaj sklep akwarystyczny. Były akwaria, regały, kartony, sprzęt i wszystko to, co przez lata było mi bardzo dobrze znane. A potem wymyśliłam sobie, że będzie tutaj zupełnie inaczej. Wielka kuchenna wyspa, długi stół, ciepłe światło, trochę Włoch, trochę eklektyzmu i dużo rzeczy, które niekoniecznie powinny do siebie pasować, ale mnie się podobają, więc będą. 😉 W mojej głowie wyglądało to świetnie. Rzeczywistość przez jakiś czas wyglądała jak na pierwszych zdjęciach.
Remont, drabiny, kable, kartony i kolejne pomysły, które oczywiście pojawiały się szybciej, niż można było je zrealizować. Zaczęłam też kupować wyposażenie na długo przed tym, zanim było gdzie je postawić. Szklanki, kieliszki, talerze, misy, świeczniki… Myślę, że miałam już zastawę dla połowy Redy, a nadal nie miałam blatu na wyspie. Blat zresztą stał się osobną historią. Czekałam na niego tak długo i tyle o nim mówiłam w rolkach, że w pewnym momencie ludzie zamiast pytać „jak tam Fiume?”, pytali: „A blat już jest?” 😂
W końcu był. Pojawiło się logo, stanął stół, zawisły obrazy, poustawiałam te wszystkie moje absolutnie niezbędne kieliszki i nagle zaczęło wyglądać tak, jak sobie wyobrażałam.
A właściwie nie.
Wyszło lepiej.
Fiume trochę przerosło moje własne wyobrażenie o tym miejscu, bo bardzo szybko okazało się, że można tutaj robić znacznie więcej, niż początkowo planowałam. Jednego dnia gotujemy, następnego jest integracja firmowa, później śniadanie biznesowe, szkolenie albo spotkanie. Przy tym samym stole rozmawiamy czasem o kompletnych głupotach, a kilka dni później ktoś rozkłada laptop i planuje strategię firmy. Były urodziny, wigilie, degustacje, spotkania biznesowe, a niedługo będziemy tutaj również organizować networking Norda Biznes
Przez ten pierwszy rok odbyło się już kilkadziesiąt warsztatów, kilkanaście integracji i sporo innych wydarzeń. Były setki pizz, garnki ramenu, rolki sushi, makarony, desery i ilość szkła do mycia, której rok temu zdecydowanie nie uwzględniłam w biznesplanie. 😉
Jedną rzecz natomiast oceniłam źle - lokalizację.
Byłam przekonana, że Reda nie będzie żadną przeszkodą. Przecież z Trójmiasta jest blisko, jedzie się główną drogą, jest SKM. Co to za problem przejechać kawałek dalej?
Okazało się, że jednak jest.
Widzę dzisiaj, że gdyby Fiume stało w Gdańsku albo Gdyni, prawdopodobnie znacznie łatwiej byłoby zapełniać warsztaty i wynajmować przestrzeń. Dla części osób te dodatkowe kilometry są barierą i nie ma sensu udawać, że tego nie zauważam. Do tego nasze najbliższe otoczenie nie daje specjalnej zapowiedzi tego, co czeka za drzwiami. 😉 Są warsztaty samochodowe, stacja diagnostyczna, trochę industrialnej przestrzeni, kawałek dalej pola. Nie wychodzi się z eleganckiego hotelu w centrum miasta prosto pod nasze drzwi.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię moment wejścia do Fiume.
Bo otwierają się drzwi i nagle całe to otoczenie gdzieś znika.
Jest ciepłe światło, drewno, duża wyspa, muzyka, obrazy, szkło, trochę Włoch, trochę mojego eklektycznego bałaganu. Kilka razy usłyszałam, że po wejściu tutaj człowiek zapomina, co właściwie jest na zewnątrz. To chyba jeden z najlepszych komplementów, jakie mogłam dostać.
Skoro nie mogę przenieść Fiume do centrum Gdańska, pozostaje mi robić wszystko, żeby warto było do niego te kilka kilometrów przyjechać. 😄
I paradoksalnie ta lokalizacja zaczyna mi się nawet podobać. Fiume jest trochę nieoczywiste. Trzeba je znaleźć, wejść do środka i dopiero wtedy okazuje się, co właściwie tutaj powstało.
A ja nadal mam ogromną frajdę z dokładania do tego świata kolejnych rzeczy. Przestawiam, zmieniam, wymyślam nowe wydarzenia i oczywiście kupuję kolejne szkło, mimo że naprawdę nie ma już gdzie go trzymać.
Rok temu czekałam na blat.
Dzisiaj blat jest, Fiume żyje własnym życiem i — ku mojemu własnemu zaskoczeniu — wyszło z tego coś lepszego, niż sobie wymyśliłam. ❤️