09/09/2026
Opowieść z ziemi kłodzkiej, 1689–1714
Ta historia wydarzyła się naprawdę. A przynajmniej jej początek i koniec.
Wiemy, że w 1689 roku Barbara von Wallis, żona Ottona Ferdinanda von Fitschena, zginęła w należących do rodziny dobrach w Möhlten, dzisiejszym Gorzuchowie. Wiemy, że za jej śmierć odpowiedzialnością obarczono męża, który siedem lat później został ścięty w Kłodzku. Wiemy również, że ich syn Franz Ferdinand w 1714 roku ufundował na kłodzkim moście figurę, mającą być przebłaganiem za zbrodnię ojca.
Nie wiemy natomiast, jak wyglądała tamta noc, co działo się w domu przed śmiercią Barbary ani kto był przy niej w ostatnich chwilach.
Tę część musimy odtworzyć sami.
I. BARBARA
Möhlten, 2 grudnia 1689 roku.
Śnieg zaczął padać jeszcze przed zmrokiem i z każdą godziną gęstniał, aż w końcu zasłonił drogę prowadzącą w stronę Kłodzka, przysypał dziedziniec i oblepił parapety grubą, nierówną warstwą, którą wiatr co jakiś czas zrywał i ciskał w szyby, jakby ktoś stojący na zewnątrz rzucał w okna garściami drobnych kamieni.
Barbara siedziała w kominkowej sali, mniejszej od reprezentacyjnego salonu i dlatego znacznie przyjemniejszej zimą, kiedy nawet dobrze ogrzewany dom nie potrafił całkiem obronić się przed chłodem schodzącym nocą z gór. W palenisku trzaskały polana, na stole stały świece, a ona od dobrego kwadransa trzymała otwartą książkę na tej samej stronie, chociaż nie przeczytała z niej ani jednego zdania.
Otto miał wrócić przed kolacją. Nie było w tym jeszcze nic niepokojącego, ponieważ zdarzało mu się zatrzymać po drodze, przedłużyć spotkanie albo po prostu nie uznać za stosowne zawiadomić żony, że jego powrót przesunie się o kilka godzin. Barbara znała tę jego obojętność i nauczyła się z nią żyć, choć nigdy nie nauczyła się jej lubić.
To, co od pewnego czasu nie dawało jej spokoju, nie miało jednak nic wspólnego z Ottonem. Wydawało jej się, że ktoś chodzi po domu.
Pozostałą część przeczytacie w Opowieściach z Kotliny na stronie Owcy z widokiem. Link do strony znajdziecie w komentarzu.